To był zajebiście ciężki dzień. Wróciła do pustego mieszkania. Niby nareszcie, bo wyglądała gorzej, niż nastoletnia dziewica po randce z Trynkiewiczem i marzyła wręcz o odpoczynku. Jesienna aura i, dziwnie wzbudzający obawy, półmrok za oknem potęgowały jednak uczucie osłabienia, apatii i wszechogarniającej prokrastynacji, które towarzyszyły jej od dłuższego czasu, a w pustym mieszkaniu odczuwalne były z potrojoną siłą. Poszarpana dusza szła w parze z tragicznym anturażem zewnętrznym, bo od kilku dobrych tygodni wyglądała jak niewidomy mongolski hodowca owiec, któremu zdechł pies pasterski.

 

W głowie gruz z pokrzywionymi drutami zalegał gdzieś głęboko, serce wypełnione jakimś żrącym roztworem wkurwu zmieszanego z bezradnością tak naprawdę nie wiadomo na co. Dziwne uczucie. Z jednej strony obojętność połączona z brakiem sił i motywacji na cokolwiek, z drugiej chęć rozjebania wszystkiego dokoła, jakby ustawione pod złym kątem krzesło czy niedbale odwieszony ręcznik były odpowiedzialne za całe zło tego świata. Nonszalancko rzuciła teczkę na niepościelone łóżko i pstryknęła włącznik czajnika, wizualizując sobie siebie pijącą gorącą kawę pod ciepłym kocem i oglądającą najnowsze filmiki na pornhubie w kategorii “masturbation”.
 

- Kurwa – wybrzmiało zobojętniale po tym jak nie trafiła w ten pieprzony włącznik.

 

Ponowne pstryknięcie. Tym razem wszystko poszło po jej myśli. Dźwięk czajnika działał na nią kojąco, ponieważ sprawiał, że mieszkanie przestawało wyziewać z siebie, wszechogarniającą ciało i umysł, głucho-ciszę, która demotywowała jeszcze bardziej i sprawiała, że w jej głowie rodziły się nowatorskie sposoby na doprowadzenie się przed oblicze Absolutu.

 

Tego typu negatywne myśli, jeszcze bardziej wpędzające ją w półprzytomny marazm, niczym bezwzględny komornik, zajmowały jej głowę. Nielegalnie. Bez żadnych nakazów sądowych i nie powołując się na żadne jebane paragrafy. Próbowała składać apelację wymuszonym uśmiechem i przekonywaniem się, że przecież nie jest tak źle, że wyjazd jedynej przyjaciółki na drugą półkulę i to że chłopak zdradził ją po czterech latach związku z koleżanką z pracy, bo tamta trochę częściej brała do buzi, a od czasu do czasu zdażyło jej się połknąć to przecież nie koniec świata. Za każdym razem zostawała jednak odrzucana bez żadnego rozpatrzenia. Zakłócenia na łączach, z każdym dniem, ewidentnie się nasilały, a jakieś spięcie wydawało się nieuniknione.

 

Kolejna lampka zaklinacza rzeczywistości w formie półsłodkiej czerwonej substancji, którą raczyła swoje zmysły sprawiała, że uczucia i emocje, zamiast odpływać w miejsce częściowej utraty świadomości, stawały się coraz bardziej wyraźne, a każdy kolejny łyk był niczym nóż wbijany w plecy przez bezwzględną Mojrę. Leciała na biegu jałowym, bez włączonych świateł, każde skrzyżowanie przejeżdżając w najlepszym wypadku na późnym pomarańczowym. A przecież Grzesiak i inni znawcy problemów każdego z nas za odpowiednią kasę mówili jej w filmiku na FB, że przecież może być szczęśliwa sama ze sobą, że to tylko i wyłącznie jej wybór, że kurwa ona też potrafi.

 

- Łgał skurwysyn – pomyślała wylewając resztę wina do zlewu, wyłączając pornhuba i postanawiając, że ten już nigdy nie będzie zaczynem jej seksualnego podniecenia i, że następne wino to będzie piła, ale przed seksem z przystojnym brunetem z kaloryferem… no dobra tego kaloryfera to mieć nie musi, bo i ona pod cyckami nie była płaska jak niemiecka autostrada. I żaden znawca już więcej nie będzie pieprzył jej farmazonów, bo to ona wie co dla niej jest najlepsze…

 

“Każdy potrzebuje człowieka, do którego może się odezwać i powiedzieć: “Jest mi dzisiaj źle, nie wiem, co robić”.”

 

-Elżbieta Penderecka-

 

Jeśli, powtarzając za przeróżnej maści pseudo – coachami, którzy, mam wrażenie, sami nie potrafią rozwiązać większości swoich problemów, a po powrocie do domu kładą się na łóżku w pozycji embrionalnej i marzą, żeby ktoś ich przytulił i pocałował w czółko, próbujesz przekonać się, że nikt do szczęścia nie jest Ci potrzebny, że tę, często, co tu dużo mówić, smutną melodię zwaną życiem z powodzeniem możesz grać na jednej strunie bez żadnego akompaniamentu to wiedz, że robisz się w chuja. Tak po prostu.

 

Bo po pierwsze na jednej strunie to możesz zagrać co najwyżej wlazł kotek na płotek i to tempem ślimaka po kiepskim mefedronie, a po drugie kosmicznym pieprzeniem i absurdem jest desperackie wbijanie do głowy swojej i innych, że człowiek może być szczęśliwy sam ze sobą. To nic innego jak naiwne tłumaczenie swojej sytuacji, które w nieudolny sposób ma pomóc Ci przetrawić fakt, że Twoim jedynym kompanem jesiennych wieczorów są procenty skondensowane w kształtnej butelce ulotności zmysłów.

 

“Możesz być szczęśliwa sama ze sobą”, “żaden człowiek nie jest Ci potrzebny do szczęścia” to hasła, które ostatnio często można usłyszeć lub przeczytać na idiotycznych blogach o rozwoju osobistym. Otóż gówno prawda. Bo potrzeba przynależności, a więc więzi społeczne, miłość, przyjaźń to najważniejsze z potrzeb zaraz po fizjologicznych i bezpieczeństwa, a więc totalnych podstawach egzystencji. Dlatego, jeśli masz co zjeść na obiad, a wokół Twojego domu nie krąży poseł Niesiołowski krzycząc, że zaraz ujebię Ci głowę to kolejne czego potrzebujesz to bratnie 36,6 do pogadania, do przytulenia, czy ostrego bzykania, bo przecież, umówmy się, ten pornhub wcale najlepszy nie jest i z tego miejsca podałbym Ci przynajmniej z 10 lepszych stronek.

 

Tylko obecność drugiej osoby może wyzwolić cały Twój potencjał, tylko jej obecność wzmaga kreatywność, daje motywację i napędza do działania. Samotność to pustka. Samotność to tęsknota i umysł pochlapany wspomnieniami, które nigdy nie staną się ponowną rzeczywistością. Samotność to stan, w którym chwilowe ukojenie daje nawet pieprzony dźwięk czajnika. Niestety, ten tak naprawdę piękny jest tylko wtedy, gdy kawę parzysz nie tylko sobie.