Poznali się przypadkiem na domówce u wspólnych znajomych i w jednym momencie obydwu wyjebało w głowach bezpieczniki i odcięło od wszelkich procesów myślowych upapranych logiką. To była ta iskra, ten impuls, ta myśl, która sprawia, że po całym ciele rozchodzi się ciepły dreszczyk, który aktywuje zmysły, zaczynające bulgotać i kotłować się pomiędzy neuronami. On zauroczony finezją jej uśmiechu, subtelnością mowy ciała i filigranową urodą, którą uwielbiał, ona z podziwem patrzyła na jego męskie ruchy, jej uszy chłonęły każdy dźwięk niskiego, bałaganiącego w głowie głosu, a majtki robiły się coraz bardziej wilgotne na skutek coraz odważniejszego dotyku przeplatanego z gorącym flirtem werbalnym.

 

Stężenie wzajemnego zainteresowania wylewało się przez uchylone okno i było wprost proporcjonalne do stężenia alkoholu w ich krwiobiegach, których zawartość z minuty na minutę robiła się coraz bardziej gorąca. Zalogowali się w swoich umysłach na dobre, nie zauważając tego, co działo się dokoła. Ich mózgi coraz bardziej brudziły się niecnymi myślami, a dusze pochlapały się były ewidentnie zauroczeniem od pierwszego wejrzenia. A może miłością? Chuja tam. Przecież taka nie istnieje. Nie oszukuj się. Przecież dobrze o tym wiesz.

 

Noc nie skończyła się po jego myśli. Pożegnała go jedynie długim, namiętnym całusem i niby przypadkowym otarciem o to, czego miał nadzieję dzisiejszej nocy użyć. Nie uległa, mimo, że wszystkie receptory, znajdujące się na jej ciele krzyczały i tupały, żeby to zrobiła. Zostawiła tylko numer telefonu z nadzieją, że zadzwoni. Z nadzieją, że jeszcze kiedyś dane jej będzie poczuć na udzie jego męską dłoń, a wilgotne usta wylądują delikatnie na jej, otulonej gęsią skórką, szyi.

 

***

 

Minęło kilka cichych dni. Z każdym zachodzącym słońcem traciła nadzieję na telefon, a miła noc poprzedniego weekendu powoli parowała z pamięci, zostawiając jedynie niewyraźne smugi wspomnień, które od czasu do czasu jeszcze aktywowały zmysły. Nagle jednak, pewnego wieczoru, cicha wibracja wypełniła pomieszczenie. Po upewnieniu się, że nie zapomniała wyłączyć wibratora, który zalegał w szafce koło łóżka pod stertą świeżej, koronkowej bielizny, ze skwaszoną miną, podeszła do telefonu…

 

Pewnie znowu chcą mnie ubezpieczyć, zagwarantować wykurwistą emeryturę, która na starość pozwoli mi wędzić moją seksowną dupcię w blasku zajebistości karaibskiego słońca lub zaproponować trylion SMS-ów dla 2.500.000 wybranych numerów – pomyślała, zaparzając meliskę i formując na biurku ścieżkę najlepszej kolumbijskiej koki. A może to tylko moja wyobraźnia.

 

- No siema – rozległ się w telefonie ten sam głos, pod wpływem którego momentalnie poczuła przypływające podniecenie, gęsia skórka wychodziła na pośladkach, a dłonie pociły się od spodu i pragnęły zacisnąć się na jego… szyi. Zboczeńcu…
- Cześć – odpowiedziała niepewnie, wciągnąwszy wspomnianą ścieżkę, co by się rozmowa kleiła.
- Co słychać? Może masz ochotę na kawę wieczorem? – zagaił, mając pewnie nadzieję, że śmietankę do niej wyprodukuje osobiście.
- Yyy… no… ok, może być…

 

***

 

Spotkanie było idealne. Jak to pierwsze randki zauroczonych sobą osób. Nawet jak któraś strona puści cichacza z kleksem to druga jest wniebowzięta tym, jak poetycko tenże kleks uformował się na spodniach, a śmierdzieć też jakby wcale jebany nie śmierdział. Znowu poczuła to wszystko, co tamtej nocy i pomimo tego, że w pewnym momencie tego ekscytującego wieczoru, podczas którego krew bulgocze, parując pożądaniem i chęcią natychmiastowej prokreacji, jego ręka wylądowała pomiędzy jej nogami a usta delikatnie przygryzały, pulsującą z podniecenia, szyję, nie dała się złamać.

 

Nie chciała wyjść na łatwą, która daje się bzyknąć na pierwszej randce, jak zajebista by ona nie była. Poza tym była mądrą i doświadczoną kobietą. Dusza posiekana rozczarowaniami, bo kolejny, który wlał trochę powolnego ciepła w jej serce, potem jednym ruchem wysysał wszystko jak Dracula w szczycie formy, mentalnie roztrzaskując jej stabilizujący się świat podpowiadała, żeby nie powtarzać starych błędów. Wiedziała, że jeśli ulegnie od razu to jego starania i zainteresowanie również osiągną mniejszą bądź większą bessę, a tego chciała uniknąć.

 

Kolejna randka. Emocjonalno – estetyczna sinusoida, którą jej fundował, niczym roller coaster, na który wsiadała bez chwili zastanowienia sprawił, że tym razem zaprosiła go do siebie. Kilka lampek wina, odważny dotyk, który sprawił, że w jednej chwili pod sukienką nad kolano nie było już czarnych stringów sprawił, że pozwoliła mu na wszystko. To był najlepszy seks, jaki miała od bardzo długiego czasu. A może nawet był to najlepszy seks, jaki miała w życiu. Znowu poczuła to wszystko, co sprawia, że życie nabiera smaku i sensu. Kolejne kilka randek to przeplatanka pasjonującej rozmowy, szczytów emocji i wzajemnego zauroczenia, które miało odzwierciedlenie w przeróżnych formach, pozycjach w sensie.

 

***

 

Po kilku tygodniach jednak wszystko zaczęło widocznie przygasać. Przygasać z jednej strony. To on nie odzywał się już co wieczór przed snem, spotkania stały się jałowe, emocje wymeldowały się z ich relacji, dotyk z jego strony wymuszony i bez chęci odkrywania jej za każdym razem na nowo. Czuła to, wmawiała sobie jednak, że to chwilowe, że wszystko wróci do normy. Bardzo chciała w to wierzyć. Na końcu któregoś takiego spotkania bez wyrazu, oznajmił, że musi jej coś wyznać.

 

- Słucham – powiedziała spokojnie, ale w głosie dało wyczuć się przeczucie, że to, co usłyszy nie będzie miłe.
- Myślę, że to nie ma sensu. Przepraszam, ale nic do Ciebie nie czuję. Lubię Cię, ale to początkowe zauroczenie gdzieś wyparowało. Myślałem, że wróci. Próbowałem. Niestety. Przepraszam.

 

Odeszła bez słowa pożegnania…

 

Tę noc spędziła z najlepszą przyjaciółką, demoralizując w sposób brutalny społecznie akceptowalną auto- estetykę, zalewając ją białym półwytrawnym, które nie zmieściło się w jednej butelce. Bo znowu się zaangażowała, znowu dała całą siebie, dosłownie i w przenośni i znowu jej serce zostało potraktowane, niczym sparingpartner, na którym mojra dowolnie ćwiczy sobie kombinacje ciosów.

 

- Poruchał i zadowolony, tylko o to mu chodziło – powtarzała w rozpaczy, rozcieńczając krew ulubionym trunkiem.
- Faceci już tacy są, daj doleję Ci – przyjaciółka przyjęła taktykę mówienia tego, co poszkodowana chciała usłyszeć po czym delikatnie przytuliła, czując jej łzy, kapiące na rękę, w której trzymała lampkę…

 

***

 

Sytuacja klasyk – zauroczenie od pierwszego wejrzenia, kilka spotkań, zajebiste bzykanko, pasjonujące rozmowy, wypełnione ładunkiem emocjonalnym bardziej jeszcze, niźli mózgi posłów Nowoczesnej głupotą, zaangażowanie jednej ze stron, stracenie zainteresowania strony drugiej, koniec relacji, rozpacz zaangażowanej strony. I znowu winny facet, bo na pewno wszystkie te miłe słowa i gesty, którymi instalował w jej umyśle narkotyczne emocje miały tylko jeden cel – zaciągnąć ją do łózka.

 

Muszę tutaj zdecydowanie stanąć w obronie swojej płci. Oczywiście, żeby być uczciwym, nie twierdzę, że nie znajdują się tacy, którzy we frajerski sposób wykorzystują naiwność i zaangażowanie kobiety. Co więcej, powiem nawet, że jest ich całkiem sporo. Nigdy jednak nie zgodzę się z generalizacją w stylu “facet to dupek, wyrucha i zostawi”. Po pierwsze, facet również w początkowej fazie znajomości może się zauroczyć i z tego powodu zachowywać się tak, jak się zachowuje z myślą, że to zauroczenie może przerodzić się w coś więcej, niż jedynie przerobienie Kamasutry wzdłuż i wszerz, po drugie, nikt nikogo do łóżka siłą nie zaciągnął, chciała tego zarówno jedna, jak i druga strona, a po trzecie kobiety również po jakimś czasie relacji, na nieszczęście drugiej strony, postanawiają ją zakończyć. I co? Powiesz wtedy “zaruchała i zostawiła”? Głupie, co? A może zwyczajnie wyparowało zauroczenie?

 

***

 

Pamiętaj – nie, nie chciałem tylko poruchać. Chciałem spróbować. Z mojej strony nie wyszło, więc podjąłem, w mojej ocenie, najlepszą decyzję i postanowiłem Cię nie oszukiwać, nie zabierać czasu i nie robić dalszych złudnych nadziei. Nie chciałem Cię skrzywdzić, równie dobrze to Ty mogłaś stracić zauroczenie. Tym razem padło na Ciebie, ale następnym razem może być zupełnie inaczej. Tak, tez tego doświadczyłem. Nie wiń mnie za to i nie oceniaj przez pryzmat relacji z przeszłości. Nie jestem kolejnym chujem bez serca. Przepraszam. Za tych fiutów, którzy robią to z premedytacją również.

 

OGŁOSZENIA PARAFIALNE!

 

Zaprawdę, zaprawdę powiadam Ci, że jeśli spodobał Ci się ten tekst i chciałbyś wiedzieć kiedy dodałem kolejne wypociny, a także poznać mnie trochę bliżej to wystarczy, że dziabniesz lajka. Już na zawsze zostaniemy ziomkami i sprawisz, że będę zajebiście szczęśliwy. Bóg zapłać :)