Założywszy niedzielne odzienie z wyprzedaży w Croppie, wypsiukawszy się Calvinem Kleinem z Biedronki, co go przywłaszczyli haniebnie, a zarazem sprawnie i z polotem bez wiedzy sprzedającego, nie okazując skruchy, bo inaczej nie starczyłoby na puszkowe bronksy, a do pierwszego raczej dalej, niż bliżej i ułożywszy włosy a’la Cristiano Ronaldo po wyjściu spod prysznica i zaryciu japą o umywalkę, chybko ruszyli na miasto. W dupy. Krokiem żwawym, acz dostojnym i dystyngowanym, co by potencjalnych sarenek nie wypłoszyć nazbyt egzaltowaną nachalnością.

 

Błysk w oku, pierś do przodu, uśmiech na twarzy, 20 zł w portfelu i po jednej gumce w kieszeni. Królowie życia. Było ich trzech, w każdym z nich inna krew, ale jeden przyświecał im cel – sprawić, aby produkty Durexa, którymi natenczas dysponowali nie zostały wyrzucone na śmietnik na pohybel rzewnym łzom polskiej demografii.

 

Cała trójka wyglądała jak z żurnala redagowanego w bramie na kolanie przez okolicznych meneli po mefedronie. Intelektem też nie nadrabiali krztę nawet, a jedyną rzeczą, którą od czasu do czasu czytali były rozkłady jazdy PKP i obsada aktorska ulubionych filmów zastępujących kontakty z płcią przeciwną. Dzisiaj miało być inaczej. Do klubu weszli na krzywy ryj, bo akurat Łysy stał na bramce.

 

Odpalili się szybko. W sensie, że eliksir szczęścia dosyć sprawnie przejął kontrolę nad ich funkcjami mobilno – werbalnymi, gdyż jebali wódę do odcięcia przez ostatnie dwa tygodnie i wiele im nie było trzeba. Jacusia sieknęło najbardziej. Puścił migacz i odkleił się od rzeczywistości, która postanowiła przeciąć skrzyżowanie, na którym Jacuś niespodziewanie i gwałtownie skręcił. Po empirycznym odczuciu mocy grawitacji, która trzasnęła jego 36,6 o parkiet, sprawiając, że gdzieniegdzie nadawał się do lakierowania, otrzeźwiał na chwilę i skondensował swoje myśli, lirycznie zamykając je w prostym, acz do głębi przeszywającym:

 

- Co tu się kurwa odjebało?

 

Po czym będąc w trakcje tajemniczej komunikacji z głęboko ukrytym JA, raz po raz raczył okoliczny anturaż płynami, które z ciśnieniem Niagary opuszczały jego jamę ustną nie oglądając się za siebie. Koledzy wynieśli go na zewnątrz, co by świeży azot z H2O chuchnął przyjaźnie w trzewia Jacusia, nakładając mu z powrotem obraz rzeczywisty na jego własny. Nie byli tym faktem szczególnie ukontentowani, gdyż Jacuś był powodem, dla którego zmuszeni byli opuścić stado sarenek, które po pierwszej w nocy coraz częściej zaczęły zbliżać się do paśnika. Ostatecznie jednak wszystko poszło po ich myśli i udało im się znaleźć desperatki, które dały zaprowadzić się do męskiego WC w celu odbycia zajęć praktycznych z seksualnej ekwilibrystyki.

 

Koniec imprezy. Posprzątali Jacka sprzed wyjścia, bo ten w dalszym ciągu przytwierdzony był do ziemi wszystkimi czterema kończynami, ale ku ich zdziwieniu szybko złapał życiową stateczność do tego stopnia, że kończyny górne nie były już absorbowane, a Jacuś odważnie, na pohybel zagrożeniom miejskiej dżungli, ruszył przed siebie, niczym Magellan 500 lat temu. Nagle zza winkla wyłonił się jakiś piękniś, co wyglądał, jakby dopiero co wyszedł z manicure, pedicure, kaloryfernabrzuchucure i chuj wie jaki cure jeszcze. Idealnie skrojona marynarka warta więcej niż półroczne pensje całej trójki razem wzięte opinała idealnie wyrzeźbioną klatę i bicki, włoski ułożone tak, że jakby po nich przejechał walcem do utwardzania asfaltu to tenże pogiąłby się, jak mój mózg podczas pisania tego tekstu, a one nadal stałyby jak wiadomo co.

 

Nagle Jacek, ku zdziwieniu pozostałej dwójki, żwawo wyskoczył przed szereg i zawiązał pięknisia w kokardkę, zmiętolił w kształtną kulkę i rzucił niedbale o podłoże, które przyjęło go niezbyt przyjaźnie, dzieląc kilka kości na dwoje tak, że tamten przez chwilę konwersował ze Św. Piotrem, pytając czy tu w niebie mają jakąś siłkę, sklep Calvina Kleina i specjalistkę od henny.

 

- Jacuś, kurwa, pojebało Cię? Zaraz się tu zjedzie psiarnia, a Ty masz zawiasy! – elokwentnie pouczył kolegę jeden z kompanów.
- No co? Przecież sam mówiłeś, że mieliśmy dzisiaj kogoś puknąć, a tu już noc się kończy, więc to mogła być ostatnia okazja.

 

OGŁOSZENIA PARAFIALNE!
Zaprawdę, zaprawdę powiadam Ci, że jeśli spodobał Ci się ten tekst i chciałbyś wiedzieć kiedy dodałem kolejne wypociny, a także poznać mnie trochę bliżej to wystarczy, że dziabniesz lajka. Już na zawsze zostaniemy ziomkami i sprawisz, że będę zajebiście szczęśliwy. Bóg zapłać :)