W tragicznej wręcz sytuacji znalazł się młody mężczyzna z Łodzi, student tamtejszej Politechniki, po tym jak warszawska firma Erbud, po półrocznej przerwie, wznowiła budowę kompleksu Hi Piotrkowska w skład, którego wchodzić ma biurowiec połączony z hotelem Hampton by Hilton, budynek handlowy i burdel, w którym mają być zatrudnieni pracownicy Urzędu Miasta.

 

- Przecież i tak wszyscy, od dłuższego czasu, jebani są przez inwestora projektu, więc dużej różnicy nie odczują, a my zyskamy doświadczonych pracowników – wyjaśnia przyszły właściciel domu publicznego, były proboszcz jednego z łódzkich kościołów, którego imienia i nazwiska na jego prośbę nie ujawniamy.

 

Wczoraj udaliśmy się z wizytą do Pana Tomasza, bo tak ma na imię bohater artykułu, z zapytaniem jak radzi sobie z aktualną, trudną dla niego sytuacją.

 

- Moje położenie jest dramatyczne. Od tygodnia, z każdym dniem, coraz częściej nachodzą mnie myśli samobójcze. Ostatnio poszedłem nawet na nieobowiązkowy wykład z chemii analitycznej, co nigdy mi się nie zdarzyło. Przedwczoraj byłem w tak tragicznym stanie psychicznym, że wyprałem ujebane skarpety porozrzucane po pokoju, które wystarczyłoby jedynie przewietrzyć na balkonie, a dzisiaj będąc już na skraju załamania desperacko podobierałem je w pary! Wszystko, żeby tylko nie myśleć o tym, co mnie spotyka – zdruzgotanym głosem wyznaje mężczyzna.

 

Z dniem, gdy na plac budowy ponownie wjechały koparki, wywrotki i ich najebani operatorzy z kiełbasami zawiniętymi w przedwczorajszy “Super Express” (w sumie to jedyne, oprócz alternatywy dla papieru toaletowego, godne uwagi zastosowanie tej gazety – przyp. red.), Pan Tomasz nie może znaleźć sobie miejsca. Przez ostatnie pół roku, na spółkę z kukłą robotnika wypchaną sianem, a więc czymś, czego najwyraźniej brakuje inwestorom projektu, za 4,50 zł na godzinę pilnował placu budowy, co by okolicznym złomiarzom nie przyszło do głowy rozbieranie dwóch żurawi, które dumnie unosząc się ponad miastem z nudów podobno złożyły już jaja, z zamiarem zamienienia ich na słodkie ciecze, rozgrzewające substancje ciekłe.

 

- Fakt, nie były to duże pieniądze, ale siedząc tam po zajęciach długie godziny, miesięcznie uzbierało się tego jakieś 500 zł. Wszystkie te pieniądze przeznaczałem na uzupełnianie niedoborów organizmu wysoko-procentowymi elektrolitami, które, dosyć często, przy pomocy muszli klozetowej, pełniły, jakże zbawienne dla organizmu, funkcje detoksykacyjne. Teraz starcza mi jedynie na jedzenie, mieszkanie, ksero i gumki, które kupowałbym gdybym ruchał, a organizm jest zakwaszony i zanieczyszczony niczym ulica Włókiennicza – przyznaje załamany.

 

To prawda. Pan Tomasz – łódzki student, Polak z krwi i kości, nasz rodak opalający się za parawanem, używający kurew zamiast przecinków i zajadający się przeterminowaną kapustą już od kilku dobrych tygodni nie miał kaca, a każde przejście obok łódzkiego menela, których przecież Ci u nas dostatek i dojście do nozdrzy Pana Tomasza woni alkoholu wydychanego z jego przepitych płuc sprawia, że serce kraje mu się jeszcze bardziej, a krew bulgocze wściekle domagając się natychmiastowego rozrzedzenia.

 

Przedstawiciele inwestora – firmy Bacoli Properties w koopoeracji z Master Management Group przyznali, że nie mogą dłużej iść na rękę mężczyźnie i, pod groźbą kolejnych kar, w które i tak nie wierzą, zmuszeni są w końcu wznowić prace.

 

- Z uwagi na Pana Tomasza przedłużaliśmy wznowienie prac tyle, ile byliśmy w stanie. Niestety terminy nie pozwalają nam robić tego dłużej – wyjaśnia zarząd Bacoli Properties.

 

- Nie wykluczamy jednak, że jeśli sytuacja psychiczna Pana Tomasza ulegnie gwałtownemu pogorszeniu, ponownie zaprzestaniemy prac nad budową kompleksu – dobrodusznie nadmienia jednak jeden z prominentnych członków zarządu Master Management Group. – Człowiek i jego zdrowie są ważniejsze, niż rewitalizacja Łodzi i groźby Pani Prezydent, które wpuszczamy jednym, a wypuszczamy drugim uchem – dodaje.

 

Mieszkańcy Łodzi zorganizowali spontaniczną zbiórkę i od wczoraj do mieszkania Pana Tomasza, co jakiś czas, trafia jakiś Argus z Lidla, który smakuje jak siki zmieszane z tranem i Domestosem, tudzież czteropak Harnasia z przeceny w Biedronce. Wszystkie osoby dobrej woli proszone są o wsparcie w niedoli załamanego studenta, przelewając pieniądze na konto o numerze 37 4575 9999 8475 9999 9999 9999 z dopiskiem “Kac dla Tomasza” lub przyniesienie dowolnego trunku pod napięciem pod plac budowy, gdzie Pan Tomasz, z twarzą ukrytą w dłoniach, przesiaduje przez większość dnia. Poznają go Państwo po skarpetkach dobranych do pary.

 

Jak potoczą się losy Pana Tomasza? Czy inwestorzy będą zmuszeni do ponownego zaprzestania prac nad projektem, żeby ponownie ustabilizować sytuację alkoholową młodego mężczyzny? Na te i inne pytania odpowiemy kiedyś tam jak nam się zachce.

 
———————————————————————————————————————
 

Ten tekst to humorystyczny manifest wyobraźni autora mający niewiele, a najczęściej zupełnie nic wspólnego z rzeczywistością. Chociaż w sumie mogę kłamać.

 

Tak, inspirowałem się aszdziennikiem, bo jestem gópi i sam nic nie umiem wymyślić. Jeśli masz z tym problem to będziesz musiał z nim sobie jakoś poradzić albo już nigdy nie otwierać tego bloga. Czymam kciuki za to pierwsze. Piona!

 

OGŁOSZENIA PARAFIALNE!
Zaprawdę, zaprawdę powiadam Ci, że jeśli spodobał Ci się ten tekst i chciałbyś wiedzieć kiedy dodałem kolejne wypociny, a także poznać mnie trochę bliżej to wystarczy, że dziabniesz lajka. Już na zawsze zostaniemy ziomkami i sprawisz, że będę zajebiście szczęśliwy. Bóg zapłać :)